wtorek, 19 października 2010

ŁOWICZ: Granie kontra rozrabianie (2008)

miejsce realizacji: Łowicz
czas trwania: grudzień 2007 r. - maj 2008 r.

W czasie trwania projektu pedagodzy pojawili się w środowisku dzieci, zebrali grupę dzieci oraz uzyskali zgody rodziców na ich uczestniczenie w zajęciach. Zakupiono niezbędny sprzęt, czyli apteczkę, piłki oraz gry planszowe i karciane, które stały się dobrym narzędziem dotarcia do dzieci. Główna idea projektu-granie, przewijała się przez cały czas trwania projektu. Ponieważ zakupiono różne gry-od zręcznościowych po strategiczne, dlatego każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Możemy powiedzieć, że warto w ten sposób docierać do dzieci i młodzieży-gry rozwijają kinestetykę, intelekt, uczą współpracy w grupie. Gry, szczególnie te karciane, towarzyszyły nam stale-zabieraliśmy je na ulicę i do pociągu. Ważnym efektem jest dla nas fakt, że wszystkie zakupione gry są w dobrym stanie, żadna nie została skradziona ani uszkodzona celowo. Dzieci traktowały je jako swoją własność i dbały o nie.
W lutym wyjechaliśmy na ferie zimowe do Dzięgielowa w Beskidzie Śląskim. Dla większości dzieci był to pierwszy tego typu wyjazd. Uważamy to wydarzenie za jedno z najważniejszych i przełomowych w trakcie trwania całego projektu. W trakcie wyjazdu zorganizowaliśmy na sali gimnastycznej w Dzięgielowie mecz piłki nożnej Łowicz: Dzięgielów, który wprawdzie przegraliśmy, ale jesteśmy pełni podziwu dla chłopaków, którzy wiele czasu poświęcili na przygotowanie się do tego wydarzenia.

Po powrocie zorganizowaliśmy wspólnie z dziećmi spotkanie poobozowe, na które zaprosiliśmy rodziców i opiekunów. Spotkanie odbyło się w Międzypokoleniowym Miejscu Spotkań w Łowiczu, potocznie zwanym „klubem”. W trakcie spotkania wyświetlaliśmy zdjęcia z ferii, a dzieci relacjonowały kolejne wydarzenia. Mimo, iż nie dopisali wszyscy dorośli, spotkanie było udane i wpłynęło pozytywnie na nasz dalszy kontakt z rodzicami.

Od marca zdecydowaliśmy podzielić się na dwie mniejsze grupy i spotykać się trzy razy w tygodniu. W związku z tym, w poniedziałki spotykaliśmy się wszyscy, w środy chłopcy, a w piątki dziewczyny. Grupa chłopców była prowadzona przez Roberta Cieślara, a dziewczyn przez Monikę Cieślar. Chłopcy część zajęć spędzali na boisku grając w piłkę nożną, baseball i rugby, a dziewczyny brały udział w mini warsztatach: robienie biżuterii oraz ozdób świątecznych.

Podczas projektu staraliśmy się przede wszystkim nawiązać relacje z dziećmi, pojawiać w ich środowisku i zachęcać je do brania udziału w nowych formach spędzania wolnego czasu. Dzięki temu były m.in. na basenie, kręglach, ściance wspinaczkowej, w kinie, w muzeum, na bilardzie, w centrum zabaw, na pikniku, za granicą-w Czechach, w górach, w Experymentarium w Łodzi-miejscu, gdzie poprzez zabawę i wykonywanie doświadczeń można uczyć się fizyki. Razem z dziećmi wykonaliśmy dokumentację fotograficzną z większości zajęć. Część zdjęć została wykorzystana do wykonania gry-memory, która stanowi osobliwą pamiątkę dla każdego dziecka z uczestnictwa w projekcie. Koordynacja tego działania była dla nas jednym z najtrudniejszych zadań.
Podsumowując cały projekt uważamy, że osiągnęliśmy większość zamierzonych efektów. Zajęcia cieszyły się powodzeniem i dzieci chętnie i regularnie w nich uczestniczyły.

Dzieci poznały nowe miejsca w samym Łowiczu jak i poza miastem. Miały możliwość poznać nowe dyscypliny sportowe i wypróbować w nich swoich sił.

Staraliśmy się poświęcić każdemu dziecku jak najwięcej czasu, tak by odczuło, że jest ważne i interesuje nas jego zdanie, chociaż zdajemy sobie sprawę, że potrzebujemy takiego czasu więcej. Myślimy, że w jakimś stopniu zdobyliśmy zaufanie naszych podopiecznych.

Po blisko pół roku pracy z tą grupą dzieci trudno mówić o trwałym polepszeniu sytuacji, niemniej jednak widzimy zmiany w nastawieniu dzieci do zajęć oraz w ich zachowaniu. Cieszymy się, że udało nam się nawiązać w miarę dobry kontakt z rodzinami. Praktycznie zawsze, ilekroć odprowadzaliśmy dzieci po zajęciach do domu, odwiedzaliśmy niektóre domy, choćby tylko po to, by powiedzieć „dzień dobry”. Poznaliśmy sytuację materialną naszych podopiecznych i w niektórych przypadkach udało nam się ją choć w minimalnym stopniu poprawić (przekazując odzież, kupując buty, wyrabiając legitymacje, obdarowując drobiazgami na Święta).

Informowaliśmy rodziny na bieżąco o wszelkich wyjazdach, utrzymywaliśmy z nimi także kontakt telefoniczny. Podczas wyjazdów, dzieci często korzystały z naszych telefonów, aby zadzwonić do rodziców. W całej grupie tylko jeden chłopak ma telefon komórkowy.

Przez cały czas trwania projektu zwracaliśmy uwagę, aby to dzieci same nauczyły się decydować o rodzaju i jakości zajęć, aby same dokonywały wyboru najlepszej dla siebie oferty. Pozwalaliśmy im także stopniowo dokonywać wyboru w zakupie artykułów spożywczych, tak aby poczuły, że mają głos w tej sprawie i mogą zjeść to, na co mają ochotę.
Kwestia dożywiania okazała się być jedną z najbardziej znaczących, odkryliśmy, że dzieci z jednej rodziny chodzą prawie zawsze głodne. Będziemy się starali znaleźć rozwiązanie tego problemu, szczególnie w okresie wakacyjnym, kiedy dzieci nie korzystają ze stołówki szkolnej.

Robert Cieślar (Bytom)


Jestem pedagogiem ulicy od trzech lat. Pracuję w Centrum Misji i Ewangelizacji Kościoła Ewangelicko- Augsburskiego w RP. (CME) Dzięki wsparciu i pomocy Fundacji Wspólna Droga, Parafii ewangelickiej w Kutnie z filią w Łowiczu, udało się nam z żoną zrealizować dwa projekty w tym mieście. Nie tylko sukcesy są ważne ale i porażki, dzięki którym mogłem się wiele nauczyć. Nie udało mi się zrealizować projektu wraz z kolegą w Cieszynie (brak stałej grupy docelowej). Od marca 2010r. mieszkam i pracuję w Bytomiu Miechowicach, a miejscem mojej pracy ulicznej jest dzielnica Bobrek, gdzie spotykam fantastycznych młodych ludzi. Interesuję się m.in. grami planszowymi, których używam w swojej codziennej pracy. Aktualnie uczestniczę w zaawansowanym kursie duszpasterskim prowadzonym przez Deutsche Gesellschaft fur Pastoralpsychologie e.V, CME oraz SKiK. Jestem żonaty i mam córkę Liliankę. Prowadzę bloga.

niedziela, 10 października 2010

GDAŃSK: Wystawa fotograficzna WYJDZIESZ?

Trójmiejscy fotografowie zapraszają na WYSTAWĘ FOTOGRAFICZNĄ WYJDZIESZ? dokumentującą projekt wakacyjnego Kina Podwórkowego w Dolnym i Górnym Wrzeszczu.

kiedy?:
21-31 października 2010

gdzie?:
w gościnnej GALERII BAŁTYCKIEJ we Wrzeszczu (poziom -1)

jak to się stało?
Podczas tegorocznych wakacji na 9 różnych podwórkach Dolnego i Górnego Wrzeszcza pedagodzy ulicy Polskiego Stowarzyszenia Pedagogów i Animatorów KLANZA wzorem pedagogów ulicy ze SPA z Częstochowy organizowali Kino Podwórkowe WYJDZIESZ? czyli seanse filmowe pod gołym niebem. Na prowizoryczym ekranie przymocowanym do trzepaka lub ściany wyświetlanebyły filmy familijne. Kino było bezpłatne. Przed seansami filmowymi na podwórkach, na których rzadko organizuje się coś dla dzieci, urządzane były zabawy: puszczanie wielkich baniek mydlanych, malowanie twarzy, żonglowanie, gry w zabawy podwórkowe. Ostatni dziewiąty seans miał miejsce w ostatnim tygodniu sierpnia na Placu Wybickiego we Wrzeszczu. Wtedy właśnie odbyła się pierwsza prezentacja dla najważniejszych odbiorców, czyli dzieci z wrzeszczańskich podwórek. Wystawa była zorganizowana jako jednorazowe wydarzenie plenerowe. Dzięki uprzemości firmy AKWILON druk cyfrowy można było pokazać dzieciakom ich radość w „dużym formacie”. Teraz wystawa zagości w Galerii Bałtyckiej w Gdańsku.

o autorach

Joanna Siercha – ur. 1974, z wykształcenia architekt, fotografią zajmuje się zawodowo od 1998 r. Głównie fotografuje ludzi. Od 2000 r. skupia się na fotografii teatralnej, współpracując z teatrami w Polsce (m.in. Teatrem im. W. Gombrowicza w Gdyni, Teatrem im. S. Jaracza w Olsztynie, Grupą Artystyczną TERAZ POLIŻ w Warszawie). Jej zdjęcia pojawiają się w takich tytułach jak: Gazeta Wyborcza, Dziennik Polska, Rzeczpospolita, Twój Styl, Gość Niedzielny oraz w trójmiejskiej prasie lokalnej.

Gosia Trzaskoś – ur. w 1973 roku, na stałe mieszkająca w Gdańsku. Fotografuje od 2001 roku. Fotografuję głównie ludzi, ulicę, prawdziwe życie, Gdańsk i jego inne oblicze – zapomniane i opuszczone. Miejsca,które z czasem pozostają tylko wspomnieniem. Nowy Port, Letnica - „uśpione” dzielnice. To tutaj najczęściej można ją spotkać.

Łukasz Głowala – ur. 1973, na stałe mieszkający w Gdańsku. Zawodowo fotografuje od 1996 roku. Publikował w większości gazet i czasopism w Polsce Przekrój, Newsweek PL, Wprost, Dziennik, Rzeczpospolita, National Geographic PL, Viva, Polityka itd.) jak również za granicą (The New York Times, Focus, Time, Maxime Magazine USA). Współpracue m. in. z agencją Reuter’a, stale pracuje dla P.A.F. FORUM. Specjalizuje się w fotografii prasowej - reportażu i portretach.

więcej informacji
u Koordynatora Wystawy Fotograficznej WYJDZIESZ?
Joanna Siercha joanna@jns.com.pl 605 960 529

fotografia wkomponowana w zapowiedź wystawy autorstwa Łukasza Głowali


Jeśli chcesz przekazać 1% podatku na nasze działania, w PIT wpisz:
„WSPÓLNA DROGA” UNITED WAY POLSKA KRS 000 007 1715, dopisek: KLANZA Gdynia

czwartek, 16 września 2010

WYSZKÓW: Młodzi wyszkowianie napisali… Bajki dla Tomka

Grupa dzieci i młodzieży z Wyszkowa jako jedna z pierwszych odpowiedziała na apel Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, aby pisać i przesyłać bajki dla Tomka, 6-latka po przeszczepie wątroby. W piątek 3 września wyszkowianie odwiedzili szpital i osobiście przekazali je personelowi opiekującemu się chłopcem.
Historię Tomka zna cała Polska. Specjaliści opiekujący się chłopcem, który 17 sierpnia przeszedł przeszczep wątroby, wymyślili akcję, która ma pomóc jemu i innym dzieciom w CDZ w powrocie do zdrowia. Zaapelowali, by wysyłać do Centrum terapeutyczne bajki dla 6-latka.
- Po wybudzeniu po przeszczepie lekarze uznali, że Tomek potrzebuje, aby ktoś do niego coś mówił. Dotychczas odwiedzali go tylko mama i tata – tak rzecznik CZD Paweł Trzciński wyjaśnia, skąd wziął się pomysł na tę akcję. Trzciński podkreśla, że pozostałe dzieci w CZD też potrzebują takiego wsparcia. Odzew był natychmiastowy, a jako jedni z pierwszych zareagowali młodzi ludzie z Wyszkowa, skupieni wokół Stowarzyszenia „Wiatrak” przy WOK „Hutnik”. To o nich i dzieciach z Kobyłki mówiono w piątkowym głównym wydaniu „Faktów”. Można było w nich zobaczyć delegację wyszkowskiej młodzieży, która przekazuje bajki i upominki dla Tomka personelowi szpitala. W programie wypowiadał się także opiekun grupy, pedagog ulicy Andrzej Grajczyk.
- Pomagają komuś i sami się przy okazji potrafią otworzyć. Nie znałem ich od tej strony – powiedział. – To był spontaniczny gest i odzew na apel CZD – dodał w wypowiedzi dla GW.
Bajki dla Tomka napisało pięcioro nastolatków i troje dzieci. Dwoje z nich dopiero zaczyna naukę i jeszcze nie umie pisać, więc pomagali im dorośli. Bajki były o zwierzętach, księżniczkach. W piątek trafiły na oddział, w którym leczony jest Tomek.
- Zostaliśmy przyjęci bardzo pozytywnie. Rzecznika CDZ bardzo zainteresowała nasza działalność. Zaprosił nas, byśmy kiedyś opowiedzieli dzieciom na oddziale o tym, co robimy na co dzień – mówi Andrzej Grajczyk.
Szpital planuje wydać historie przesyłane przez dzieci w formie terapeutycznego zbioru dla swoich najmłodszych pacjentów.
Głos Wyszkowa, 7.09.2010

Jeśli chcesz przekazać 1% podatku na nasze działania, w PIT wpisz:
„WSPÓLNA DROGA” UNITED WAY POLSKA KRS 000 007 1715, dopisek: Stowarzyszenie WIATRAK

wtorek, 14 września 2010

CZĘSTOCHOWA: Wielki finał „Kina na trzepaku”

„Kino na trzepaku” dobiegło końca. Tak jak w ubiegłym roku, tak i tegoroczna edycja spotkała się w Częstochowie z zainteresowaniem i pozytywnym odbiorem mieszkańców. I tak jak w ubiegłym roku, tak i tym razem, finał akcji odbył się na placu przy archikatedrze – w centrum starego miasta. W tegoroczne wakacje SPA odwiedziło 9 częstochowskich podwórek, gdzie zaoferowało mieszkańcom (szczególnie tym najmłodszym) przeróżne gry i zabawy. Było kolorowo, głośno, spontanicznie i z duchem sportu. A gdy zapadał zmrok, było już widać tylko światło projektora i dzieci, młodzież a czasem też i dorosłych, wspólnie oglądających przygody swoich ulubionych bohaterów filmowych.

Tak było na poszczególnych podwórkach, zaś największym sukcesem hucznego i głośnego festynu finałowego było to, że udało się zebrać dzieci i młodzież ze wszystkich podwórek raz jeszcze, by uczestniczyły w licznych atrakcjach przygotowanych specjalnie na tę okazję.

I tak oprócz sprawdzonych zabaw z wykorzystaniem chusty animacyjnej Klauza, gry Twister, malowania twarzy czy puszczania ogromnych baniek mydlanych, dzieci chętnie brały też udział w innych grach. Odbył się więc turniej strzelania rzutów karnych (oczywiście z nagrodami), rywalizacja w skakaniu na 6-ścio metrowej skakance czy gra w „Zośkę”. Rozstrzygnięty został również prowadzony przez całe wakacje konkurs plastyczny. Po burzliwych obradach jury nagrodziło 6 najładniejszych dziecięcych prac – przedstawiających postacie z bajek.

Kulminacją wieczoru był znakomity występ 19 letniego Dawida Puczyńskiego – ósmego w Polsce mistrza w yo-yo, który przez cały czas trwania akcji zarażał dzieci swoją pasją, prowadząc warsztaty.

Gdy zrobiło się ciemno najwytrwalsi uczestnicy mogli obejrzeć przezabawną francuską komedię familijną „Mikołajek”.

„Kino na trzepaku” wraca już za rok!

Jeśli chcesz przekazać na nasze działania 1% podatku, w PIT wpisz:
„WSPÓLNA DROGA” UNITED WAY POLSKA KRS 000 007 1715, dopisek: Stowarzyszenie Pedagogiki Alternatywnej

piątek, 10 września 2010

WYSZKÓW: Kolejny wyjazd i kolejne przygody

W ramach działań z zakresu pedagogiki osiedlowej Stowarzyszenie Inicjatyw Społecznych„WIATRAK” działające przy WOK „HUTNIK” zorganizowało wyjazd do Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Była to już trzecia dwudniowa wyprawa zorganizowana w te wakacje dla wyszkowskiej Młodzieży. Grupa licząca łącznie jedenaście osób spędziła czas jak zwykle zapełniony atrakcjami. 

Wyjazd z Wyszkowa nastąpił o 7 rano i chcąc jak najszybciej dotrzeć do celu naszej wycieczki zrobiliśmy tylko dwa postoje w tym tylko jeden dłuższy – obiadowy. Pierwszym celem naszego wyjazdu był zamek, a właściwie ruiny zamku w Ogrodzieńcu w okolicy, którego spotkaliśmy się z naszym przewodnikiem i udaliśmy się nie na zamek lecz na spacer po epokach. 

Zaczęliśmy od zabytkowej kapliczki z oryginalną, szwedzką kulą armatnią leżącą na podstawie w jej centrum jako pewnego rodzaju wotum, po tym jak kula ta, w czasie Potopu Szwedzkiego, w trakcie ostrzału artyleryjskiego wpadła do kaplicy, a tlący się ląt sam zgasł nie inicjując eksplozji. Następnie grupą, prowadzeni przez przewodnika udaliśmy się do zrekonstruowanego grodu na górze Birów, po drodze zachodząc do jaskiń mieszczących się w skałach na których gród został zbudowany. Jedna z jaskiń wielokomorowa z odchodzącymi korytarzami w różnych kierunkach, kilka lat temu przed archeologami odkryła swe tajemnice związane z zamieszkiwaniem w niej ludów pierwotnych. Tu uruchamiając wyobraźnie i nieliczne latarki próbowaliśmy dotrzeć jak najgłębiej w każdy zauważony korytarz. Po wyjściu z niej, obok i dalej na skałach mieliśmy możność podziwiania całych grup ćwiczących elementy wspinaczki różnymi sposobami i przy pomocy różnego osprzętu.

Sam marsz do grodziska pod górę, stromymi schodami zbudowanymi w miejscu istniejącej przed wiekami jedynej drogi do grodu i widząc nad sobą okazałą, drewnianą warownię z grubych pni drzew z wyraźnymi blankami i wierzą strzelecko obserwacyjną robił naprawdę wrażenie. Dodatkiem do tego było opowiadanie prowadzącego nas o strzelaniu do podchodzących przeciwników w tamtym okresie czasu z łuków, kusz czy tylko rzucani włóczni a już odechciewało się nam marzyć o szturmie. Gród ten pełnił tylko rodzaj strażnicy na drodze do głównego zamku. Wewnątrz zwiedziliśmy zrekonstruowaną chatę słowiańską, poznaliśmy stroje i uzbrojenie naszych przodków. Następnie furtą pełniącą dawniej rolę ewakuacyjnej ruszyliśmy na skalny punkt widokowy, a za nim niemieckie umocnienia z okresu II wojny Światowej. Schron dowodzenia o mocnych, betonowych ścianach, mniejsze schrony bojowe typu „Tobruk” jako stanowiska broni maszynowej lub artylerii z pozostałymi po nich studniami po zdemontowanych wieżach czołgowych. Obok fortów zaś dwa olbrzymie leje, efekt niecelnego bombardowania prawdopodobnie 500 kg. bombami. Dalej odwiedziliśmy najmniejsze w Polsce i niezwykle urokliwe, oparte o skałę Sanktuarium Maryjne, Matki Bożej Skałkowej. Tu króciutka przerwa i wchodzimy w ruiny jednego z największych zamków nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Oglądamy suche fosy i pozostałości po mostach zwodzonych, pomieszczenia byłych komnat i wartowni, bogatą ekspozycję w sali tortur szczególnie tych przygotowanych dla czarownic. Nasze dziewczyny ładnie wyglądają, nie muszą się obawiać. Dzięki multimedialnej prezentacji w muzeum zamkowym mamy możliwość porównania zachowanych ruin z faktycznym, pięknym niegdyś wystrojem komnat. Słuchamy legend związanych z zamkiem i gospodarzami mieszkającymi w nim już od wieków, a mogących spotkać się z turystami tylko nocą i to przy pełni księżyca, a że pełnia teraz jest więc zaproszenie przyjęliśmy... Zostaliśmy umówieni na godz. 23.

Po 4,5 godz. spacerze przez epoki udajemy się naszym busem do Domaniewic na szlak Wodącej. Bez wody lecz ze strzelistymi skałami porośniętymi wysokimi naparstnicami, dziką róża i paprociami. Wchodzimy na wysoko położony punkt widokowy z balustradą lecz bez podłogi ścieżką b. mocno zarośniętą. Widocznie dawno tu nie było turystów. Przechodzimy pomostem nad wielkim rozstępem skalnym, w którym znajduję się grota, dalej z chodzimy po łańcuchach z których dwa są oderwane więc na wesoło ruszamy do wzajemnego asekurowania się, następnie opuszczamy skały kominem porośniętym mchem i paprociami. Po szybkim godzinnym marszu po skałach przyjemnie jest usiąść w samochodzie i napić się zimnej wody. Teraz ruszamy do Podlesic na kolację i powiedzmy, że nocleg. Gdyż przed nami o 23 kolejne spotkanie na zamku. Teraz zaś jadąc na nocleg Jura ukazuje nam swoje uroki w promieniach zachodzącego słońca.
Kąpiel, kolacja i już po 22 więc ruszamy na umówione spotkanie na zamku. Tu zaś o godz.23. 20 ruszamy z przewodnikiem na spotkanie z mieszkającymi tu duchami. Dołącza do nas kilku indywidualnych turystów. Klimat w ruinach niezwykły. Nad ruinami okrągła tarcza księżyca, w kilku miejscach delikatnie świecące światła lub tylko stojące w załamaniach murów i płonące świeczki tworzące egzotyczne cienie. Wyobraźnia u wszystkich pracuje na najwyższych obrotach, a przewodnik kończy opowiadać legendę o starym, garbatym Anzelmie i już ruszamy do następnej komnaty na wysłuchanie kolejnej opowieści. Lecz nagle elektryzuje większość zwiedzających krzyk przestrachu i mocne poruszenie na początku grupy. Jedną z dziewcząt chwycił za rękę wynurzając się z ciemności nikt inny jak sam Anzelm. Następnie spotkanie z duchem księżniczki Olimpi, która popełniła samobójstwo rzucając się na dziedziniec z najwyższej kondygnacji wieży sprawiło, że mimo tego iż wiedziałem co zaraz nastąpi na chwilę zatrzymałem oddech. Próba reanimacji nie powiodła się, lalce ślicznie ubranej w białą suknię i mającej naturalną wielkość ludzką, wśród śmiechów odpadła ręka. Każda legenda, których było kilka kończyła się spotkaniem z jej bohaterem, oczywiście duchem i oczywiście pośród jęków, zawodzeń i czarcich śmiechów oraz krzyków głównie turystek, ale szczerze, to i turystów.
Po tych niesamowitych atrakcjach ruszyliśmy na zasłużony odpoczynek.

W niedzielę w drodze powrotnej odwiedziliśmy Królową Polski na Jasnej Górze i Miejsce Pamięci Narodowej tak zwany „Szaniec Hubala” miejsce śmierci mjr. Henryka Dobrzańskiego gdzie zapoznaliśmy z jego historią jak również z historią utworzonego i dowodzonego przez niego Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego. Tu młodzież zatrzymywała się i czytała napisy na różnych tablicach pamiątkowych. Na jednej z nich był wygrawerowany napis, motto Hubala „ Tak jak przy skoku. Rzuć serce za przeszkodę”. 

Wyjazd odbył się dzięki dofinansowaniu z Gminy Wyszków.


Jeśli chcesz przekazać 1% podatku na nasze działania, w PIT wpisz:
„WSPÓLNA DROGA” UNITED WAY POLSKA KRS 000 007 1715, dopisek: Stowarzyszenie WIATRAK
 
 

wtorek, 31 sierpnia 2010

III Festyn Rodzinny na radomskich "Magistratach"

Po raz trzeci pedagodzy ulicy oraz pracownicy z Zespołu Pracy Socjalnej nr 1 w Radomiu podjęli się zorganizowania Festynu Rodzinnego na podwórku przy ulicy 25 Czerwca 85. Wydarzenie to miało miejsce w piątek 27 sierpnia w godzinach 14.00 - 18.00. W programie festynu nie zabrakło licznych konkursów rodzinnych, sprawnościowych, wokalnych, loterii fantowej, karaoke, zabaw z chustą animacyjną Klanza, malowania twarzy oraz konkursu plastycznego pn. „Jak spędziłem wakacje”.


Oczywiście były również nagrody i to nie byle jakie: biorąc udział w konkursach można było wygrać plecaki, torby, przybory szkolne, począwszy od piórników, kredek, po gumki do ścierania, ale także książki, kubki z logiem naszego miasta i wiele innych. Całej akcji przyświecała wystawa fotograficzna pn. „Jak było, jak jest”, przedstawiająca zmiany, dokonane na podwórku przy ul. 25 Czerwca. Oprócz tego Stowarzyszenie Animatorów i Pedagogów Społecznych zaprezentowało zdjęcia z licznych wyjazdów wakacyjnych i wspólnych inicjatywach z podopiecznymi.



Honorowy Patronat nad realizacją III Festynu Rodzinnego na "Magistratach" przyjął Prezydent Miasta Radomia Pan Andrzej Kosztowniak oraz Prezes Radomskiego Klubu Sportowego Radomiak Pan Łukasz Podlewski.