poniedziałek, 27 czerwca 2011

WROCŁAW: Odważne dzieci znów we Wrocławiu

Po raz kolejny czworo dzieci z wrocławskiej Światoteki uczestniczy w projekcie Brave Kids, który rozpoczął się 22 czerwca 2011 we Wrocławiu.



24 czerwca w Centrum Kultury Agora 7 grup odważnych dzieciaków z różnych zakątków świata zaprezentowało ułamek swojej kultury ... taniec czeskiego Bronxu, breakdance z Ugandy, taniec północnego Kaukazu, monologi ze Strefy Gazy, Pieśń Pojednania Rwandy, teatralny kolaż z Norwegii, a także polski akcent za sprawą Wrocławskiej Grupy Dziecięcej.

Obecnie młodzi artyści uczestniczą w warsztatach, które "stanowią trzon całego projektu. Ich celem jest stworzenie wspólnej płaszczyzny pracy i zabawy, wymiany umiejętności, budowania w dzieciach postaw tolerancji i otwartości na inne kultury".

Więcej informacji na stronie BRAVE KIDS http://bravefestival.pl/bravekids/index.php/pl/program/o_programie


Filmowa relacja z ubiegłorocznej edycji projektu http://www.youtube.com/watch?v=jR-R29OcYb4

czwartek, 16 czerwca 2011

WYSZKÓW: Wycieczka do Wieliczki i Oświęcimia

W dniach 29-30 maj odbył się wyjazd grupy młodzieży wraz z opiekunami w ramach realizowanego projektu z zakresu pedagogiki niekonwencjonalnej prowadzonej przez Stowarzyszenie Inicjatyw Społecznych „WIATRAK” działającego przy WOK - HUTNIK.

Wyjazd nastąpił we wczesnych godzinach porannych. Pod wok Hutnik cała nasza ekipa zapakowała się do busa i o 04.10 ruszyliśmy w drogę. Pogoda nie zapowiadała się zbyt sympatycznie, ale zważywszy, że przed nami było ok. 6 godz. jazdy nikt się tym specjalnie nie przejmował. Ważne było, że jedziemy naszą gromadką i tylko czekamy na rozwój emocji związanych ze zwiedzaniem zaplanowanych obiektów. Mimo deszczowej pogody drogi szybko ubywało tak, że w rejonie Oświęcimia znaleźliśmy się ok. godz. 11, a że wejście do muzeum obozu było umówione na godz. 15 więc z zapasem czasowym coś trzeba było zrobić. Pomysł szybko przyszedł po rozłożeniu mapy. Jedno spojrzenie i już wiemy, że jedziemy do Wadowic do kościółka i na kremówki na co wszyscy zareagowali uśmiechami.

Po Wadowicach przyszedł czas na zwiedzenie Obozu Koncentracyjnego w Oświęcimiu gdzie udało się nam wejść wcześniej niż o wyznaczonej godz. pomiędzy jedną, a drugą większą grupą. W obfitym deszczu przechodziliśmy z budynku do budynku słuchając historii opowiadanych przez przewodnika o dramatycznych losach jeńców, bez uśmiechu w zadumie, bez komentarzy. Dla chłopców którzy jako pierwsi tworzyli grupę, czyli dla weteranów było to drugie m-ce tego typu po Treblince, którą odwiedziliśmy dwa lata temu. Na zakończenie zwiedzania obozu byliśmy już dobrze zmoknięci. Później ciepły obiad i podróż na nocleg do hotelu w Wieliczce którego większość nie mogła się doczekać. W hotelu czekały na nas wygodne, dwuosobowe pokoje. Po ciepłym prysznicu, krótkim odpoczynku nastąpiła szybka regeneracja sił więc kto chciał mógł udać się nas spacer po urokliwym miasteczku z czego większość skorzystała. Po spacerze zbiórka całej ekipy w salonie odnowy, siłownia, sauna, jakuzii. Każdy znalazł tu coś dla siebie. Atmosfera udzieliła się wszystkim, tu było podsumowanie dnia i nie tylko, dużo poważnych rozmów tworzących przyjacielską atmosferę do momentu w którym opadające powieki zasygnalizowały, że już czas na sen. Jutro kolejny dzień pełen wrażeń z napiętym programem.


I tak o 8.30 grupa już po śniadaniu gotowa do zwiedzania Muzeum Kopalni Soli, a w niej różnych atrakcji. Labirynty korytarzy, solne rzeźby, inscenizacje, podziemne stawy, kaplice i oczywiście największa z nich budząca zachwyt kaplica św. Kingi. Tu przypadkiem spotkany, śpiewający chór potęgujący i tak duże wrażenie. Zaraz po kopalni ruszyliśmy do Krakowa, na Wawel i z panią przewodnik przenieśliśmy się w czasie do komnat królewskich, do skarbca i arsenału, nie było tu rzeczy, która mogła by się nam nie podobać. Czasu wiele nam nie zostało, przed nami długa droga powrotna, a z Krakowa żal było odjeżdżać, więc tylko 45 min czasu wolnego na indywidualne zwiedzanie starego miasta i trzeba wracać. Tam podjęliśmy decyzję, że będziemy się starać powrócić na zwiedzenie dokładne rynku i okolic, kolejnej kolekcji na Wawelu, a może i pogłaskanie smoka. W drodze powrotnej rozmowy i projekcja zakupionego filmu przedstawiającego historię Obozu oświęcimskiego, który część grupy obejrzała z dużym zainteresowaniem. W godz. wieczornych szczęśliwie i z zadowoleniem dotarliśmy do Wyszkowa.

„Grajcyli skład” dziękuję gminie Wyszków i Fundacji Wspólna Droga za dofinansowanie, dzięki któremu mógł odbyć się opisany wyjazd.

WYSZKÓW: Dzieciaki zwiedziły ZOO

Stowarzyszenie Inicjatyw Społecznych „ WIATRAK” działające przy WOK HUTNIK było organizatorem wyjazdu grupy dziecięcej objętej działaniami pedagogiki niekonwencjonalnej do warszawskiego ZOO. Wyjazd był możliwy dzięki dofinansowaniu projektu przez „Fundację Wspólna Droga”. Piątka dzieci pod opieką dwójki wyszkowskich pedagogów w słoneczne, piątkowe popołudnie rozpoczęła spacer po warszawskim ZOO. Atrakcji dodawały kwitnące i pachnące bzy oraz kasztany.

Kolorowe, długonogie flamingi, skoczne kangury, a nade wszystko zwinne małpy cieszyły, budziły podziw i radość u małych turystów. Aparaty fotograficzne dosłownie grzały się od tępa z jakim robiono zdjęcia przy poszczególnych klatkach czy wybiegach. Duże zainteresowanie wzbudziło akwarium z rybką, kuzynem „Nemo” głównego bohatera filmu animowanego. O czym dzieciaki głośno poinformowały opiekunów a przy okazji wszystkich zwiedzających. Kolorowe żabki i jaszczurki wcale dziewczynek nie odstraszały, jedynie pomieszczenie z bezkręgowcami zostało troszkę szybciej opuszczone. Ale czas zyskany został poświęcony pumie która z żywym zainteresowaniem patrzyła na podskoki dzieci i wymach rąk, przykleiła się do szyby płaszcząc na niej nos. Dzieciaki co prawda przez szybę, ale miały bliski kontakt z tym dużym kotem. W wielu momentach opiekunowie musieli wykazywać się dużym refleksem. Zwłaszcza na wolnych wybiegach dla zwierząt rogatych gdzie były tylko lekkie, drewniane zabezpieczenia gdyż wtedy dochodziło do naprawdę b. bliskich kontaktów. Dzieciaki wskakiwały lub przewieszały się przez barierki i dotykały tamtejszych mieszkańców. Był czas na chwilę wytchnienia i zabawę na bardzo dobrze zorganizowanym i zabezpieczonym placu zabaw z przyglądającym się i pozującym do zdjęć osiołkiem Kłapouchym. Zaś po tej przerwie deser. Odwiedziny u Chipcia, Żyrafy, Rekina i Pingwinów po czym powrót busem do Wyszkowa.

Dzieciaki informację o powrocie przyjęły bez protestów. Ten wielogodzinny spacer pełen atrakcji i im dał się we znaki, jednak w busie szybko odzyskały energię. Bardzo zadowolone wróciły do domów, od rodziców wiadomo, że spały dobrze, pedagodzy też...

wtorek, 19 kwietnia 2011

WARSZAWA: Gala Fundacji Wspólna Droga – United Way Polska

11 kwietnia 2011 roku odbyła się doroczna Gala Fundacji Wspólna Droga – United Way Polska. Jak zwykle była okazją do podsumowania ubiegłego roku, ale przede wszystkim możliwością spotkania się wszystkich ludzi, którym idea ruchu Wspólnej Drogi jest bliska sercu.

W gościnnych progach Hotelu Marriott spotkali się zarówno przedstawiciele władz lokalnych i samorządowych, biznesu, członkowie organizacji pozarządowych, beneficjenci pomocy – jednym słowem przyjaciele i sympatycy Wspólnej Drogi, nasi Darczyńcy i Podopieczni.

W bogatym programie Gali prowadzonej przez panią Małgorzatę Mularczyk – prezesa Fundacji i pana Andrzeja Jonasa – Przewodniczącego Rady Fundacji znalazły się m.in. prezentacje programów społecznych Fundacji, materiały filmowe ilustrujące rezultaty działań, podsumowanie roku 2010, uhonorowanie Darczyńców, Wolontariuszy oraz Laureatów konkursu „Świat NIKIFORÓW” 2010 i instruktorów Warsztatów Terapii Zajęciowej.

Prowadzona przez pana Andrzeja Jonasa i wspierana przez pana Stanisława Baja z Akademii Sztuk Pięknych aukcja sześciu obrazów-NIKIFORÓW przyniosła, oprócz chwil pełnych humoru, śmiechu i emocji, łączną kwotę 3.200 zł, która zostanie przeznaczona na rozwój artystów – Laureatów konkursu „Świat NIKIFORÓW”. We foyer można było obejrzeć ekspozycję obrazów Laureatów tegorocznego konkursu „Świat NIKIFORÓW”.

Kiermasz książek zorganizowany pod tytułem „Podaruj Dzieciom Wakacje – Powódź 2010” przyniósł kwotę 742 złotych, która zostanie przekazana Fundacji „EVA” – doświadczonemu organizatorowi wakacji dla dzieci.

Przemiłą gościnę i pyszną kolację zapewnił, już po raz kolejny, hotel Mariott.

Pięknie dziękujemy.

Oprawę artystyczną zapewnili muzycy jazzowi z Magnolia Acoustic Quartet. Serdecznie dziękujemy za stworzenie niepowtarzalnej atmosfery i finałowy koncert (zbyt krótki jak na nasze apetyty).

Dziękujemy serdecznie Wszystkim Naszym Gościom. To dzięki Wam atmosfera tego wieczoru była niepowtarzalna i wyjątkowa. Wierzymy również, że podczas tego wyjątkowego dla nas wieczoru, udało nam się, choć na chwilę, połączyć na Wspólnej Drodze wszystkich ludzi dobrej woli.


niedziela, 17 kwietnia 2011

WYSZKÓW: Przygoda z historią

W dniu 26 marca Klub Survivalu WOK HUTNIK był organizatorem jednodniowej wycieczki pod hasłem „Przygoda z historią”.


18 uczestników z Klubu Gimnazjon- Apin, „Grajcyli Składu” (czyli grupy młodzieży z pedagogiki niekonwencjonalnej dla której była to dodatkowa, poza projektowa atrakcja) i przyjaciół Klubu, nie tylko najmłodszych, wyruszyło busem na poszukiwanie wiedzy i śladów związanych z walkami GO Wyszków, polskiego lotnictwa w roku 1939 oraz „Żołnierzy wyklętych” .


Pierwszym punktem wycieczki był cmentarz w Lubielu, na którym odnaleźliśmy mogiłę kpt. pilota Romana Straczaka z 3 pułku lotniczego, który zginął w 1939 r. w Drozdowie prawdopodobnie jako członek załogi rozpoznawczo bombowego „Karasia”. Następnie ruszyliśmy w kierunku przeprawy promowej, aby sforsować Narew, lecz okazało się, że prom nie jest jeszcze uruchomiony, a bus do forsowania w pław nie nadaje się. Więc szybka decyzja i ruszamy przez Kaszewiec, który był również punktem wyjazdu, gdyż w tej właśnie miejscowości znajdowały się wybudowane na początku ubiegłego wieku carskie koszary, w których kwaterowała załoga ufortyfikowanego „Przedmościa Różan”. Tuż przed samym Kaszewcem zatrzymaliśmy się na krótki postój i podziwianie wiosną budzonej przyrody nad urzekającym starorzeczem Narwi. I w tym urokliwym miejscu również znaleźliśmy ślady ostatniej wojny w postaci dobrze zachowanych transzei i rowów łącznikowych.


Po krótkiej sesji fotograficznej ruszyliśmy dalej, przeprawiliśmy się przez most w Różanie i wzdłuż Narwi, trasą z pięknymi widokami udaliśmy się pod pomnik odkryty na jednej z wypraw przez Artura Laskowskiego. Pomnik upamiętnia miejsce rozbicia się w roku 1939 polskiego samolotu liniowego typu „Karaś” PZL 23, którego załoga pod dowództwem por. obserwatora Cybulskiego z pilotem ppor. Ryńskim i strzelcem pokładowym st. szer. Tarutą lecąc na bombardowanie niemieckich wojsk atakujących forty różańskie została zaatakowana przez trzy Bf 109 F i po zaciętej walce została zestrzelona. Strzelec Taruta i por. Cybulski zginęli w samolocie, uratował się tylko ranny i poparzony ppor. Ryński. Obydwaj zabici lotnicy zostali pochowani na cmentarzu w Różanie.


Po Napiórkach przyszła kolej na zwiedzanie umocnień „Przedmościa różańskiego” czyli fortu nr. I. Tu zapoznaliśmy się z historią powstania umocnień, ich wielkością, sposobem budowania, modernizacją i wzmocnieniem w roku 1939 poprzez dobudowanie lekkiego schronu dla ckm tzw. tradytorowego oraz zapoznaliśmy się z przebiegiem walk w dniu 5 września 1939 roku w tym i okolicznych miejscach co umożliwiła nam szeroka panorama roztaczająca się z wysokich wałów fortu. Podkreślona została ofiarność i zaangażowanie pchor. Wojciecha Żukrowskiego, który w czasie walk na przedmościu dowodził baterią artylerii pozycyjnej i mimo wielu przeszkód skutecznie wsparł obrońców ogniem działowym w krytycznej chwili.


Po zwiedzeniu tego ciekawego zabytku przyszedł czas na przeniesienie się w lata pięćdziesiąte i przejazd do Jurg w miejsce obławy i śmierci ostatnich, niezłomnych żołnierzy, braci Kmiołków. Tu w nastrój tych dramatycznych wydarzeń wprowadził nas Artur, opowiadając o tamtym okresie, przebiegu całej akcji oraz o tym co nastąpiło później. Po opowiadaniu, krótkiej modlitwie za poległych oraz zapaleniu zniczy przyszedł czas na ognisko i kiełbaski. Palenisko i kijki były przygotowane, a do zbierania drzewa wszyscy przystąpili z ochotą, gdyż słońce choć już wiosenne to jeszcze z wiatrem przegrywało i w pewnych momentach kurtki, bluzy trzeba było mocniej dopinać. A przy ognisku tradycyjnie; wesołe podsumowanie i zapytania o cel następnej takiej wyprawy, a i oczywiście sporo propozycji.



sobota, 16 kwietnia 2011

WYSZKÓW: Ferie w wyszkowskiej pedagogice osiedlowej - niekonwencjonalnej: -)

Już trzeci rok trwają w Wyszkowie zajęcia i spotkania z zakresu stretworkingu organizowane przez Stowarzyszenie Inicjatyw Społecznych „WIATRAK” działające przy WOK HUTNIK. Już trzecie ferie w których są realizowane projekty dofinansowane przez Gminę Wyszków i współpracującą ze Stowarzyszeniem Fundację „Wspólna Droga”. Dzięki owym działaniom i dofinansowanym projektom dzieci i młodzież wyszkowska miały okazję w sposób atrakcyjny spędzić ferie zimowe.

W czasie minionych ferii w zajęciach udział brało łącznie 14 osób dzieci i młodzieży. Działania pedagogiczne zostały rozszerzone o utworzoną a następnie rozbudowaną grupę dziecięcą pod przewodnictwem Ani Budki tzw. „Dzieciaki Ani” oraz powiększenie „Grajcyli składu” o kolejnych, aktywnych uczestników zajęć. W obydwu grupach praktycznie w każdy dzień ferii obywały się spotkania i zajęcia. I tak „Dzieciaki Ani” uczestniczyły w zajęciach świetlicowych, grach, zabawach również terenowych.

Frajdę miały w czasie miejskiej gry w podchody, zwłaszcza gdy trzeba było schować się w pozbawianej wody fontannie, znalazł się też czas na ciepłe kakao i ciastko w cukierni przy wesołych dowcipach i opowiadaniach, gdzie z pedagogami dzieciaki spędziły czas po jednej z gier terenowych.

Zwieńczeniem tego wszystkiego był zorganizowany przez obydwoje pedagogów za pośrednictwem MGBP wyjazd do Warszawskiego teatru „SYRENA” na przedstawienie „Królowa Śniegu”, którym dzieciaki były urzeczone...


Zaś młodzież z „Grajcyli składu” brała aktywny udział w zajęciach sportowych, siłowych, kondycyjnych, jak również w technicznych treningach Karate i Combat Kalaki.


Znalazł się czas na wspólne spotkanie i rozmowę przy pizzy, w czasie której można było podsumować pewien okres wspólnych działań i zaplanować następny. I tak jak dla dzieciaków największą atrakcją był wyjazd do teatru, tak dla młodzieży wyjazd na narty, na „Górę 4 wiatrów” pod Mrągowem. Po wcześniejszych, zimowych wyjazdach do Stacji Narciarskiej w Rybnie pod Łomżą, gdzie z wesołymi przygodami młodzież stosunkowo nieźle opanowała sztukę zjeżdżania na desce, przyszedł czas na zmianę i spróbowanie swoich sił na nowej i bardziej wymagającej trasie. Atrakcją była już sama jazda, która trwała w jedną stronę prawie 3 godz. przez pięknie ośnieżone i oświetlone promieniami słonecznymi tereny. Pogodę tego dnia mieliśmy wymarzoną..

A na miejscu szybkie wypożyczenie sprzętu i na stok, z którego roztaczały się malownicze widoki na zamarznięte jeziora, wzgórza porośnięte lasami i... na trasy zjazdu, które przyprawiły nas o mocniejsze bicie serca. Zaczęliśmy głośno się zastanawiać czy damy na nich radę ze swoimi umiejętnościami. No cóż, jedną czwórkę, która była pierwszy raz odesłałem na małe wzniesienie, by oswoiła się z nartami, pożegnałem się z chłopcami i odcinkiem, który brałem za łagodniejszy, ruszyłem w dół. Dobrze, że trasa zjazdu nie była w pełni ogrodzona, gdyż dzięki temu miałem możliwość zwiedzić brzeg jeziora, na który wyjechałem i zahamowałem sporo poza wyciągiem oczywiście ku uciesze patrzących. Chłopcy szybko dołączyli na deskach ćwicząc pady w trakcie zjazdu i dzielnie znosząc wszystkie parkowania w połowie stoku. Byliśmy pełni podziwu dla jednej z naszych niewiast, która mając pierwszy raz narty na nogach ruszyła na zjazd i z przygodami po trasie przepisowo zatrzymała się na samym dole. Wyczyn ten powtórzyła wielokrotnie. Karol, który wrócił z zimowiska w górach, wybierał sobie najtrudniejsze odcinki, a na nich wykonywał slalomy i podskoki. Ja po którymś z kolei już w miarę przepisowym zjeździe i podjechaniu wyciągiem na stok, zastaję chłopców w nasłonecznionym miejscu siedzących w gromadce na śniegu. Na moje pytanie, co się tak skupili, z lekkim uśmiechem odpowiadają – myśleliśmy trenerze, że my tu przyjeżdżamy jako doświadczeni i zaprawieni w zjazdach po poprzednim sezonie, a tu litość wzbiera jak patrzymy sami na siebie. Jednak nie trwało, to długo, wnet zobaczyłem ich szybko sunących na deskach. Chwilami zastanawiałem się, czy z takim pędem jadą nasi chłopcy. Czasem z wielkiej kurzawki śnieżnej któryś się podnosił, otrzepywał i kontynuował zjazd. Ja też hamowałem odwrotnym pługiem by nie być gorszym, ważne, że narty nie uciekły. Po upływie trzech godzin zaczęło naszych mocno ubywać na stoku. Coraz większym powodzeniem cieszył się czekający na nas bus. W końcu i ja oddałem narty i ruszyliśmy w drogę powrotną, w której jak zwykle było najpierw sennie po zmęczeniu i odurzeniu świeżym powietrzem, a później wesoło. Jednak zajęcia zaplanowane na dzień następny przełożyłem po tym, jak zobaczyłem wysiadających z busa. Ja też odczułem w mięśniach uroki białego szaleństwa. Jednak jeśli będzie jeszcze okazja jedziemy pełnym składem!

Po sportach zimowych i wyjeździe przyszedł dzień turystyki niekonwencjonalnej czyli survivalu. W znacznie mniejszym składzie ruszyliśmy prześlicznie oblodzoną doliną naszej rzeki Bug. Gruba warstwa lodu miejscami niezwykle przejrzystego ukazywała nam zarośnięte trawą dno. Na krzewach mocno przymarznięte wisiały płaty lodu (pozostałość po wysokim poziomie wody) tworząc niezwykłe, kryształowe groty pomiędzy, którymi pokazały się już wiosenne bazie. Znalazłem i takie miejsce, gdzie tylko mi znanym sposobem znalazłem się w wodzie i w tym momencie w sposób spontaniczny, ale szybki i fachowy chłopcy udzieli mi asekuracji pomagając stanąć na nogi. Ogólnie wszyscy byliśmy zaskoczeni ich wprawnym zadziałaniem, za co udzieliłem chłopakom pochwały, a oni sami stwierdzili, że nabierają doświadczenia.

Rozległe zamarznięte i ośnieżone nadbużańskie tereny zachwycają, wielki dęby na swych pniach posiadają niby lodowe spódnice, w innych miejscach są to wielkie lodowe stoły. Można pod nimi swobodnie się schować, a nawet zbudować swoiste iglo. Wszystko to mieni się w promieniach słońca. Czasami pomiędzy tym wszystkim przebiega bażant. W lesie wrąbujemy przerębel w lodzie opartym bezpośrednio na ziemi i rozpalamy ognisko. Przy nim kiełbaska pieczona, rozmowy, wesołe wspomnienia i bardzo szybko biegnący czas i pora powrotu do Wyszkowa.

W drodze powrotnej już w naszym mieście chwila podsumowania wypadu i ferii w cukierni przy ciastku i gorącym kakao. Chłopcy mają ciekawe pomysły, którymi dzielą się ze mną i snujemy dalsze plany wspólnych zajęć i wypraw.

niedziela, 20 marca 2011

GDAŃSK: Super wywrotowe warsztaty cyrkowe :)

Nasze warsztaty cyrkowe trwały trzy dni, sobota, niedziela i znów sobota. Prowadzili je Dominika i Michał z grupy cyrkowej Heca z Lipinek. Każdego dnia 6 godzin zajęć, plus przerwy, więc jak wyruszaliśmy z domu o 8:30, to wracaliśmy przed 19:00. Na warsztaty musieliśmy kawałek dojechać kolejką, bo były w Gdyńskiej Szkole Społecznej, w której nasze Stowarzyszenia KLANZA ma swoją siedzibę. Dojazdy kolejką były niemal równie atrakcyjne co same warsztaty ;), raz jechaliśmy nawet z uzbrojonym po zęby oddziałem policji (eskortującym kibiców na mecz).


Na warsztatach cyrkowych każdy miał okazję spróbować swoich sił w żonglowaniu chustkami, piłkami, obręczami, maczugami, w ekwilibrystyce czyli kręceniu talerzykami na patyku oraz podrzucaniu diabolo, akrobatyce czyli tworzeniu piramid z kilku osób, a także w manewrowaniu poi, jeżdżeniu na monocyklu (absolutny hit!), chodzeniu na szczudłach (hit tuż za hitem absolutnym).

Bawiliśmy się też w różne rodzaje berka: berek kibelek, berek cyrkowy z zapraszającym do cyrku dyrektorem. Faworytem wśród zabaw była zabawa z trzema hasłami wprowadzającymi zawodników w pospieszny ruch, a mianowicie: „Na koń! Szable w dłoń! Z konia!”. Bardzo lubiana była także zabawa w „chodzenie po księżycu”, podczas której jedna osoba zamykała oczy i wspinała się przy pomocy innych osób coraz wyżej, mając wrażenie jakby stąpała po księżycu. Super też było w czasie zabawy, w której wszystkie stojące w kole osoby starały się zbić jedną osobę stojącą w środku koła. Osoba ta nie była jednak sama, gdyż miała drugą osobę, która ją broniła przed zbiciem. Poświęcenie obrońców było ogromne :) Przy pomocy chusty animacyjnej KLANZY bawiliśmy się w rybaka i rybki, rekina oraz w ulubione przez wszystkich zakręcanie w chuście.

Podczas warsztatów każdy własnoręcznie przygotował sobie piłeczki z ryżu, skarpetki raj stopowej i balonów. Piłeczki wzięliśmy do domu, by ćwiczyć żonglowanie, bo w maju wybieramy się na spotkania cyrkowe do Sopotu, podczas których pokażemy Dominice i Michałowi, czego nowego się nauczyliśmy.

Wywrócona piramida: czasem były i upadki, ale jak widać uszczęśliwiające wielce wszystkich biorących w nich udział.

Projekt finansowany jest przez firmę Delphi i firmę Janssen Cilag w ramach programu Partnerstwo dla Dzieci Fundacji Wspólna Droga-United Way Polska, a także dzięki Darczyńcom, którzy ofiarowali nam 1% podatku. Dziękujemy! Dzięki też dla Michała prowadzącego warsztaty za zdjęcia :)